25 listopada 2014

Prolog

A/N: To jest prolog. Mówi o tym, co się wydarzy wkrótce, akcja dzieje się około dwa miesiące po pierwszym rozdziale. Prologi w fanfiction różnią się często od tych książkowych, więc postanowiłyśmy zastosować tę technikę. Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Więcej chłopaków w pierwszym rozdziale, który już za tydzień po 21. Komentujcie, zwracajcie uwagi na błędy. Pozdrawiamy!

________________________________________________________________________________




Siedem nieodebranych połączeń. 

Kurcze… Ile razy on ma zamiar dzwonić? Czy to, że nie odebrałam po trzecim połączeniu nie dało mu do myślenia? 

Patricia stała w salonie wpatrując się w przestrzeń niewidomym wzrokiem. Irytowało ją zachowanie Luka. Najpierw krzyczy, potem przeprasza, potem znowu krzyczy i teraz dzwoni i dzwoni i dzwoni…
Sygnał dzwonka w telefonie.

- Nieeeeee, mam dość, zamknij się pacanie! – krzyk Pat brzmiał niesamowicie głośno w pustym, przestrzennym pomieszczeniu. Rzuciła telefon o ścianę i zaczęła z nerwów wyrywać sobie włosy. Nagle usłyszała głośne pukanie.
– O nie, nie, nie wpuszczę cię. – Usiadła w fotelu zakładając nogę na nogę.
- Paaaaaat, kurwa, otwieraj! Czemu nie odbierasz telefonu?!
Dziewczyna spojrzała skonsternowana na drzwi. Alice?
- Nie szalej, cholera, otwórz!
- Dobra, dobra. – mruknęła pod nosem, wstała i przeszła przez salon do drzwi. Przekręciła kluczyk, a blondynka wpadła na nią, zaczerwieniona na twarzy.
- Możesz mi wyjaśnić, czemu nie odbierasz i ignorujesz moje maile? Musiałam się pofatygować i tu przybiec, a byłam z Quinem w poszukiwaniu wydań…
- Co chcesz? Nie mam humoru.
- Coś nie tak? Em... Masz jeszcze ten sok jabłkowy?…
- Mam, chodź.

Usiadły w kuchni popijając orzeźwiający napój. Na dworze był straszny upał, więc Pat zdziwiła się widząc przyjaciółkę ubraną w bluzę. 

- Jest gorąco. Czemu jesteś tak ubrana?
- Nie odpowiedziałaś na moje pytania i wypytujesz mnie. To nie fair. A jakbyś chciała wiedzieć, to byłam z Quinem w poszukiwaniu starych wydań Death Note. Czemu bluza? Byliśmy w podziemiach antykwariatu tego starucha bez zębów.
- Dał wam tak po prostu wejść?
- Nie rozśmieszaj mnie, wkradliśmy się.
- Alice…
- Wiem, wiem, jakby nas złapali, to mielibyśmy kłopoty, bla bla bla. A teraz powiedz mi, co z tobą? Nie przyszłaś wczoraj na imprezę. Luke siedział jakiś struty, znów dobierają się do niego te zdziry. Michael nic nie chce mi powiedzieć, Ashton narzekał rano na ból głowy, bo nie było ciebie, byś go wyratowała przed kacem… - blondynka zachichotała, ale widząc wyraz twarzy Pat, zreflektowała się natychmiast. – To coś poważnego, tak? Znów się kłóciliście? Nie rozumiem was…
- Ja też go nie rozumiem… - Patricia wstała i zaczęła przechadzać się w kółko po pomieszczeniu – Chce ze mną przyjaźni, potem daje mi kosza, gdy chcę wybrać się z nim na randkę, jednak sam urządza co rusz imprezy z chłopakami, na które zawsze jesteśmy zaproszone. Zresztą, ty i tak byś była, Michael by długo bez ciebie nie pociągnął…
- Luke to wolny strzelec… Ale przecież jesteś w nim bajecznie zakochana. Ach, och, jak w bajce – Alice rozmarzyła się. – Już was widzę na ślubnym kobiercu, oczywiście to ma być po moim ślubie z Michaelem, chcę być twoją drużbą…
- Przypominam ci, że jeszcze jesteśmy uczennicami i wątpię, by moja jakże kochana rodzina zgodziła się na ten związek biorąc pod uwagę ich niechęć do Luka, ciebie i chłopaków z ekipy…
- Zakazane związki…
- Przestań! Nie mów przy mnie o żadnym związku! Luke nigdy nie będzie mnie chciał. Jak widać, interesuje się Ami, przecież ona jest idealna, perfekcyjna….
- Ej, słyszysz to, co ja? – Blondynka zaczęła się rozglądać. Z dala słychać było jakąś melodię – Nie wyłączyłaś radia?
- To nie radio – Pat zasłoniła dłońmi twarz – Znowu dzwoni.
- Kto…Aaaach, Luke. Dlaczego nie odbierzesz?
- Żeby słuchać, jak przeprasza?
- Więc ja odbiorę! – Alice wstała z radosnym uśmiechem na twarzy i jak na skrzydłach poleciała do salonu, skąd dobiegał dźwięk.
- Wariatka – Pat pokręciła głową z irytacji i udała się za nią.
Gdy weszła do salonu Al rozgadała się na dobre. Usiadła obok niej.
- To Michael – szepnęła blondynka. – Twierdzi, że znalazł telefon Luka w jego pokoju… Och!
- Co, co jest?
- Luke uciekł.
- Cooo?!
- Okej. Kochanie, zadzwoń jak będziesz coś wiedzieć… Acha… Dobra… Nie no, powiem jej. Powiem! To moja przyjaciółka… Tak, tak. No do  zobaczenia. Całuję. – Alice odłożyła komórkę na stolik i spojrzała na Pat smutnym wzrokiem.
- Cokolwiek wiesz… Nic nie ukrywaj. Chcę prawdy.
- Dobra, wiesz, że chcę dla ciebie jak najlepiej. Ale ty się tego spodziewałaś.
- Mów już, no… - Pat wsparła głowę na ramionach i westchnęła.
- Wyjechał na weekend z Ami. Ta małpa ma jakiś domek letniskowy nad jeziorem. Zostawił list na biurku i zwiał. Tchórz! – Alice wstała. Widać było po niej, że jest wkurzona, bo wyginała palce. – Nie wierzę. Nie potrafi ciebie przeprosić, wykorzystał cię, by być blisko tej suki! Awrrrr, jak mnie to wkurwia! On jest chory! Nienawidzę takich tchórzy, powinni ginąć poparzeni lawą albo…
- Al, przestań tak mówić o moim Luke’u!
- Och, przepraszam… Zapomniałam… Pat, nie smuć się – usiadła obok niej i przytuliła widząc łzy przyjaciółki – Nie jest warty tych łez.
- Ale ja go kocham no… Tyle razy pokłóciłam się z ojcem i babką… Tylko dla niego… A on… A jeśli on chciał mnie przeprosić? Alice, ja nie odbierałam żadnego telefonu od rana…
- To się da sprawdzić, ale już nie płacz, kochanie, nie płacz – Blondynka przytuliła mocno dziewczynę głaszcząc ją po plecach. – No ciii….

Po kilku minutach Pat uspokoiła się na tyle, że Alice odważyła się sięgnąć po telefon i sprawdzić nieodebrane połączenia. Kiedy zmarszczyła brwi brunetka wyrwała jej komórkę z rąk.

- Dwa od Luka… Dwa od Luka… Och, jaka ja byłam głupia! – z jej oczu znów potoczyły się łzy. Od wczoraj starała się nie płakać, ale ze wszystkich ludzi w jej obecnym życiu tylko Alice mogła widzieć, jak płacze. Przyjaciółka znów ją przytuliła, starając się uspokoić cichymi zapewnieniami, ale nie słuchała tego.

Może chciał przeprosić… Chciał wyjaśnić i powiedzieć… Jak dotąd informował mnie o wszystkim… Wszystkie nielegalne wypady, wyścigi, ucieczki na noc z domu, wagary, o wszystkim mi mówił… Stracił do mnie zaufanie. Nie wierzę w to, że mnie wykorzystał… Ami mu się podoba, ale przecież to mu minie… Prawda?

Odsunęła się od Alice i przez chwilę patrzyły sobie w oczy. Blondynka dojrzała w oczach Pat determinację. 

- Co zamierzasz zrobić? – spytała uśmiechając się.
- Nie mogę pozwolić tej suce odebrać mojego Luka. Nie w tym życiu. – Na twarzy Pat pojawił się chytry uśmieszek. – Myślisz, że Michael nam pomoże? 
- Och, i Michael i Ashton, o ile ból głowy mu przeszedł, i Calum, tylko nie wiem, czy jest w domu, ale załatwię, wszystko załatwię! Ach, kolejna przygoda, kolejna przygoda! – Alice wybuchła radosnym śmiechem – Dokopiemy tej japonce, tak! Żadna skośnooka nie będzie odbierać mojej przyjaciółce męża!
- Alice, powstrzymaj się, bo sąsiedzi nas usłyszą.
- Dobrze, dobrze! – podbiegła i rzuciła się w ramiona Pat. – Zawsze wiedziałam, że akurat ty się nie poddasz. Faceci to gnoje i tchórze…
- Nawet Michael?
-… no poza moją miłością, ale ja nie o tym. Wygramy ten pojedyneeek!
- Ty oglądasz za dużo anime – Pat pierwszy raz od przyjścia przyjaciółki szczerze się uśmiechnęła. – Wariatka z ciebie, ale za to cię kocham.
- Wiem, wiem! A teraz – w oczach blondynki pojawiły się złośliwe iskierki – Pora dokopać głupiej japonce i pokazać, że miłość to pole bitwy, muahahaha!
- Ech, Alice…
Po domu rodziny Bringhton długo rozbrzmiewał śmiech Alice. 

 _________________________________________________________________________________

amnesia i sevethilla

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz