________________________________________________________________________________
Siedem nieodebranych
połączeń.
Kurcze…
Ile razy on ma zamiar dzwonić? Czy to, że nie odebrałam po trzecim połączeniu
nie dało mu do myślenia?
Patricia stała w
salonie wpatrując się w przestrzeń niewidomym wzrokiem. Irytowało ją zachowanie
Luka. Najpierw krzyczy, potem przeprasza, potem znowu krzyczy i teraz dzwoni i
dzwoni i dzwoni…
Sygnał dzwonka w
telefonie.
- Nieeeeee, mam dość,
zamknij się pacanie! – krzyk Pat brzmiał niesamowicie głośno w pustym,
przestrzennym pomieszczeniu. Rzuciła telefon o ścianę i zaczęła z nerwów wyrywać
sobie włosy. Nagle usłyszała głośne pukanie.
– O nie, nie, nie
wpuszczę cię. – Usiadła w fotelu zakładając nogę na nogę.
- Paaaaaat, kurwa,
otwieraj! Czemu nie odbierasz telefonu?!
Dziewczyna spojrzała
skonsternowana na drzwi. Alice?
- Nie szalej, cholera,
otwórz!
- Dobra, dobra. – mruknęła
pod nosem, wstała i przeszła przez salon do drzwi. Przekręciła kluczyk, a
blondynka wpadła na nią, zaczerwieniona na twarzy.
- Możesz mi wyjaśnić,
czemu nie odbierasz i ignorujesz moje maile? Musiałam się pofatygować i tu
przybiec, a byłam z Quinem w poszukiwaniu wydań…
- Co chcesz? Nie mam
humoru.
- Coś nie tak? Em... Masz
jeszcze ten sok jabłkowy?…
- Mam, chodź.
Usiadły w kuchni
popijając orzeźwiający napój. Na dworze był straszny upał, więc Pat zdziwiła
się widząc przyjaciółkę ubraną w bluzę.
- Jest gorąco. Czemu
jesteś tak ubrana?
- Nie odpowiedziałaś na
moje pytania i wypytujesz mnie. To nie fair. A jakbyś chciała wiedzieć, to
byłam z Quinem w poszukiwaniu starych wydań Death Note. Czemu bluza? Byliśmy w
podziemiach antykwariatu tego starucha bez zębów.
- Dał wam tak po prostu
wejść?
- Nie rozśmieszaj mnie,
wkradliśmy się.
- Alice…
- Wiem, wiem, jakby nas
złapali, to mielibyśmy kłopoty, bla bla bla. A teraz powiedz mi, co z tobą? Nie
przyszłaś wczoraj na imprezę. Luke siedział jakiś struty, znów dobierają się do
niego te zdziry. Michael nic nie chce mi powiedzieć, Ashton narzekał rano na
ból głowy, bo nie było ciebie, byś go wyratowała przed kacem… - blondynka
zachichotała, ale widząc wyraz twarzy Pat, zreflektowała się natychmiast. – To
coś poważnego, tak? Znów się kłóciliście? Nie rozumiem was…
- Ja też go nie
rozumiem… - Patricia wstała i zaczęła przechadzać się w kółko po pomieszczeniu
– Chce ze mną przyjaźni, potem daje mi kosza, gdy chcę wybrać się z nim na randkę,
jednak sam urządza co rusz imprezy z chłopakami, na które zawsze jesteśmy
zaproszone. Zresztą, ty i tak byś była, Michael by długo bez ciebie nie
pociągnął…
- Luke to wolny
strzelec… Ale przecież jesteś w nim bajecznie zakochana. Ach, och, jak w bajce
– Alice rozmarzyła się. – Już was widzę na ślubnym kobiercu, oczywiście to ma
być po moim ślubie z Michaelem, chcę być twoją drużbą…
- Przypominam ci, że
jeszcze jesteśmy uczennicami i wątpię, by moja jakże kochana rodzina zgodziła
się na ten związek biorąc pod uwagę ich niechęć do Luka, ciebie i chłopaków z
ekipy…
- Zakazane związki…
- Przestań! Nie mów
przy mnie o żadnym związku! Luke nigdy nie będzie mnie chciał. Jak widać,
interesuje się Ami, przecież ona jest idealna, perfekcyjna….
- Ej, słyszysz to, co
ja? – Blondynka zaczęła się rozglądać. Z dala słychać było jakąś melodię – Nie
wyłączyłaś radia?
- To nie radio – Pat
zasłoniła dłońmi twarz – Znowu dzwoni.
- Kto…Aaaach, Luke.
Dlaczego nie odbierzesz?
- Żeby słuchać, jak
przeprasza?
- Więc ja odbiorę! –
Alice wstała z radosnym uśmiechem na twarzy i jak na skrzydłach poleciała do
salonu, skąd dobiegał dźwięk.
- Wariatka – Pat
pokręciła głową z irytacji i udała się za nią.
Gdy weszła do salonu Al
rozgadała się na dobre. Usiadła obok niej.
- To Michael – szepnęła
blondynka. – Twierdzi, że znalazł telefon Luka w jego pokoju… Och!
- Co, co jest?
- Luke uciekł.
- Cooo?!
- Okej. Kochanie,
zadzwoń jak będziesz coś wiedzieć… Acha… Dobra… Nie no, powiem jej. Powiem! To
moja przyjaciółka… Tak, tak. No do zobaczenia.
Całuję. – Alice odłożyła komórkę na stolik i spojrzała na Pat smutnym wzrokiem.
- Cokolwiek wiesz… Nic
nie ukrywaj. Chcę prawdy.
- Dobra, wiesz, że chcę
dla ciebie jak najlepiej. Ale ty się tego spodziewałaś.
- Mów już, no… - Pat
wsparła głowę na ramionach i westchnęła.
- Wyjechał na weekend z
Ami. Ta małpa ma jakiś domek letniskowy nad jeziorem. Zostawił list na biurku i
zwiał. Tchórz! – Alice wstała. Widać było po niej, że jest wkurzona, bo
wyginała palce. – Nie wierzę. Nie potrafi ciebie przeprosić, wykorzystał cię,
by być blisko tej suki! Awrrrr, jak mnie to wkurwia! On jest chory! Nienawidzę
takich tchórzy, powinni ginąć poparzeni lawą albo…
- Al, przestań tak
mówić o moim Luke’u!
- Och, przepraszam…
Zapomniałam… Pat, nie smuć się – usiadła obok niej i przytuliła widząc łzy
przyjaciółki – Nie jest warty tych łez.
- Ale ja go kocham no…
Tyle razy pokłóciłam się z ojcem i babką… Tylko dla niego… A on… A jeśli on
chciał mnie przeprosić? Alice, ja nie odbierałam żadnego telefonu od rana…
- To się da sprawdzić,
ale już nie płacz, kochanie, nie płacz – Blondynka przytuliła mocno dziewczynę
głaszcząc ją po plecach. – No ciii….
Po kilku minutach Pat
uspokoiła się na tyle, że Alice odważyła się sięgnąć po telefon i sprawdzić
nieodebrane połączenia. Kiedy zmarszczyła brwi brunetka wyrwała jej komórkę z
rąk.
- Dwa od Luka… Dwa od
Luka… Och, jaka ja byłam głupia! – z jej oczu znów potoczyły się łzy. Od
wczoraj starała się nie płakać, ale ze wszystkich ludzi w jej obecnym życiu
tylko Alice mogła widzieć, jak płacze. Przyjaciółka znów ją przytuliła,
starając się uspokoić cichymi zapewnieniami, ale nie słuchała tego.
Może
chciał przeprosić… Chciał wyjaśnić i powiedzieć… Jak dotąd informował mnie o
wszystkim… Wszystkie nielegalne wypady, wyścigi, ucieczki na noc z domu,
wagary, o wszystkim mi mówił… Stracił do mnie zaufanie. Nie wierzę w to, że
mnie wykorzystał… Ami mu się podoba, ale przecież to mu minie… Prawda?
Odsunęła się od Alice i
przez chwilę patrzyły sobie w oczy. Blondynka dojrzała w oczach Pat
determinację.
- Co zamierzasz zrobić?
– spytała uśmiechając się.
- Nie mogę pozwolić tej
suce odebrać mojego Luka. Nie w tym życiu. – Na twarzy Pat pojawił się chytry
uśmieszek. – Myślisz, że Michael nam pomoże?
- Och, i Michael i
Ashton, o ile ból głowy mu przeszedł, i Calum, tylko nie wiem, czy jest w domu,
ale załatwię, wszystko załatwię! Ach, kolejna przygoda, kolejna przygoda! –
Alice wybuchła radosnym śmiechem – Dokopiemy tej japonce, tak! Żadna skośnooka
nie będzie odbierać mojej przyjaciółce męża!
- Alice, powstrzymaj
się, bo sąsiedzi nas usłyszą.
- Dobrze, dobrze! –
podbiegła i rzuciła się w ramiona Pat. – Zawsze wiedziałam, że akurat ty się
nie poddasz. Faceci to gnoje i tchórze…
- Nawet Michael?
-… no poza moją
miłością, ale ja nie o tym. Wygramy ten pojedyneeek!
- Ty oglądasz za dużo
anime – Pat pierwszy raz od przyjścia przyjaciółki szczerze się uśmiechnęła. –
Wariatka z ciebie, ale za to cię kocham.
- Wiem, wiem! A teraz –
w oczach blondynki pojawiły się złośliwe iskierki – Pora dokopać głupiej
japonce i pokazać, że miłość to pole bitwy, muahahaha!
- Ech, Alice…
Po domu rodziny
Bringhton długo rozbrzmiewał śmiech Alice.
_________________________________________________________________________________
amnesia i sevethilla
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz